Ile razy w obliczu małego-wielkiego kryzysu zbiegli się różni doradcy? Każdy “wiedział lepiej” jak ci pomóc. Każdy miał “swoje najlepsze rozwiązanie”. Każdy prychał z pogardą, gdy nie chciałaś skorzystać z ich gotowej recepty. A Ty po prostu potrzebowałaś… być.
Żaden nie słuchał.
Żaden nie rozumiał w czym tkwi sekret. I magia.
Uważna cicha obecność.
To ona daje siłę do przezwyciężenia małego-wielkeigo kryzysu. To ona zostaje z tobą na lata. To ona pozwala ci dostrzec, że możesz znaleźć swoje wyjście z trudnej sytuacji.
To jest prawdziwa siła. Nie “dobre rady”.
“A królik słuchał” Cori Doerrfeld była jedną z moich pierwszych książek dla dzieci, po jakie sięgnęłam w dorosłym życiu. A jakże – przy okazji narodzin pierwszego syna.

Ta minimalistyczna książka stała się dla mnie odkryciem. Dotknęła wrażliwości, którą przez lata uciszano krótkim: „otrzep kolana i idź dalej”. Mówiono mi, że Nic Się Nie Stało.
A właśnie, że się stało.
Pozwól sobie na ten czas. Na ciszę. Na Królika, który po prostu usiądzie obok. Dopiero gdy poczujesz się usłyszana, otrzep kolana, popraw koronę i stwórz swój świat na nowo.
Dla wszystkich wrażliwych. Małych i dużych. Ta książka nie uczy, jak być lepszym rodzicem. Ona uczy, jak stać się tym Królikiem dla samego siebie, gdy świat wokół krzyczy, że histeryzujemy.



Tytuł: „A królik słuchał”
Autor: Cori Doerrfeld
Wydawnictwo: Mamania
