Odpocznij sobie

– Odpocznij sobie! – przykazał mi mąż znikając za zakrętem klatki schodowej. Zamknęłam za nim drzwi i zrobiłam głęboki wdech. Cisza zadzwoniła mi w uszach, ale już kątem oka zobaczyłam rozrzucone kapcie i piasek wysypany z pośpiesznie zakładanych butów. Skąd się bierze ten piasek w dziecięcych butach? Choćbym poświęciła mnóstwo czasu na wyczyszczenie adidasów młodszego synka, zawsze wysypie się z nich garść piachu. Może wygodnie jest nosić przy sobie swoją mini-piaskownicę? 

Wyjęłam odkurzacz ze schowka i wciągnęłam cztery usypane górki piasku. Dodatkowo odkurzyłam salon i sypialnię, a na koniec kuchnię, żeby zachować jako taki porządek podłogowy. Chowając odkurzacz z powrotem do schowka zauważyłam segregator z rysunkami chłopaków, które czekają na opisanie i włożenie w koszulki. „Tak, to będzie dobry odpoczynek” – pomyślałam, wyciągając segregator i niosąc go pod pachą do salonu.

Gdy tylko zbliżyłam się do kanapy, mój wzrok natrafił na biednego skrzydłokwiata, który z pragnienia położył liście i cicho wołał „Podlej mnie wreszcie…”. No tak, skrzydłokwiaty to dobre identyfikatory i zwykle to one przypominają mi o konieczności podlania kwiatów w mieszkaniu. Przygotowałam butelki z odstaną wodą i podlałam swoje zielone dzieci. Skrzydłokwiat dostał porcję wody jako pierwszy, następnie podlałam kwiaty w salonie, a później pozostałe rośliny w domu. Uwielbiam moje rośliny, niestety od kilkunastu dni walczę z mszycami, ziemiórkami, przędziorkami, wciornastkami i innymi niezidentyfikowanymi insektami roślin. Przy okazji zrobiłam przegląd liści i aktualizowałam wyniki nierównej walki. Tam, gdzie była taka konieczność zastosowałam dodatkowe opryski, bo nie ze mną takie numery!

Po dokładnym umyciu rąk wymieniłam wszystkie ręczniki w łazience, myjąc przy okazji toaletę i zlew. Jak mogłam nie zobaczyć tego wcześniej, że są aż tak brudne? Na szczęście w czasie pandemii nie mamy żadnych gości, więc nikt nie będzie oceniać jak bardzo nieskrupulatną panią domu zostałam. Dobrze, czas na moją kawę i ten odpoczynek o którym tak marzę. Zamykam za sobą drzwi od łazienki i wędruję do kuchni. Mój ulubiony kawowy kubek wyjmuję jeszcze ciepły ze zmywarki, przy okazji rozpakowuję resztę czystych naczyń i ładuję talerze, garnki i patelnie po obiedzie. Zmywarka jest pełna, więc można ją włączyć i na kolację nie trzeba będzie zmywać nic ręcznie.

Rozejrzałam się niepewnie wokół siebie, czy nie czeka na mnie jeszcze jakaś pułapka. Może rozwiesić pranie? Poskładać suche ubrania? Co z tą pościelą, którą miałam zmienić w zeszły weekend? Potok myśli przebiega mi przez głowę. Zrób to, zrób tamto…

„STOP!” myślę i przypominam sobie lekcje uważności. „Muszę być tu i teraz. Mam ciepłą kawę, segregator i garść rysunków do przejrzenia”. Zabieram się do pracy, przeglądając prace chłopców. Na jednym z nich jest przerysowane wspomnienie z działki, kiedy to chłopcy bawili się w strażaków. Przez cały trawnik ciągnie się wąż, z którego tryska woda na domek na drzewie, który oczywiście stoi w płomieniach. Na kolejnym magiczny las pięknych kolorów, dalej tygrys w dżungli, kopalnia złota, pościg złodziei. Uwielbiam tą dziecięcą kreskę, najchętniej zachowałabym wszystkie rysunki chłopców. Skrupulatnie opisuję prace za pracą i umieszczam w koszulkach w segregatorze.

Nagle rozbrzmiewa dźwięk domofonu „Ti-di-di-di”. Chłopcy wrócili. Zamykam segregator i idę otworzyć drzwi. Napawam się tym ładem, który udało mi się przez chwilę zaprowadzić. Słyszę głośne tupanie na klatce i dziecięce śmiechy. Ignacy wpada jako pierwszy, ściąga buty i biegnie umyć ręce, rozchlapując mydło dookoła.

– Mamo! Było tak super, szkoda, że z nami nie poszłaś! Widzieliśmy ropuchę, której chciało się pić i tata dał jej wodę…- Ignacy kontynuuje opowiadanie, ale właśnie przez drzwi przechodzi Edzio. Siada na środku korytarza i ostentacyjnie wysypuje piach z butów.
– Zobacz ile się udało! – mówi z uśmiechem na ustach, po czym zaczyna wyciągać z kieszeni pamiątki: kamyki, szyszki, suche liście i zostawia je na środku korytarza.
– O! Nasze rysunki – krzyczy Ignacy z salonu – Chodź Edziu, pooglądamy sobie z mamą nasze prace.

Na końcu do domu wchodzi mój maż z rowerem pod pachą i dwoma wielkimi gałęziami.
– Mam nadzieję, że odpoczęłaś – mówi, rozstawiając rower i gałęzie na korytarzu , rozsypując tym samym górkę piasku stworzoną przez Edzia.