ROCZEK, menu dla gości, czyli co przygotować do jedzenia z akcentami wegańskimi i BLW

Umówmy się, goście przychodzą na roczek dla jubilata, żeby spędzić z nim miło kilka chwil, a nie żeby zjeść dwudaniowy obiad z deserem. Kawa i ciasto całkowicie wystarczą w tej sytuacji. Sama wybieram się na urodziny przyjaciół Ignasia po zjedzonym obiedzie. Ale hej! Lisia Mama nie byłaby sobą, gdyby nie przygotowała paru smakołyków więcej!

http://lisiamama.blogspot.com/2015/03/roczek-menu-dla-gosci-czyli-co.html

Postanowiłam, że nie będę stawiać sobie zbyt wysoko poprzeczki – wszak muszę opiekować się małym ciekawskim liskiem, a już przygotowanie zawczasu obiadu jest dla mnie wyczynem godnym pochwały. Żeby podejść do tematu na spokojnie przygotowałam sobie harmonogram (do podglądu TUTAJ). Na początku zaplanowałam co przygotuję do jedzenia: musiało być coś wegańskiego dla mnie rzecz jasna, coś dla dzieciaków, żeby miały siłę szaleć i pyszności dla reszty gości. Zaznaczyłam sobie, które z potraw mogę przygotować wcześniej, a które muszą być zrobione na świeżo. A na koniec przygotowałam szczegółową listę składników, która również była listą rzeczy do kupienia. Dzięki temu o niczym nie zapomniałam i uniknęliśmy dodatkowego biegania po sklepach osiedlowych, w poszukiwaniu np. brakujących jajek.

Punkt główny przyjęcia

 Na głównym stole ustawiliśmy:
– tort, jako główny punkt programu – zamówiłam gotowy,
– cupcakes  z dwoma kolorami kremu – prezent od koleżanki,
– ciasto orzechowe,
– wegańskie muffiny czekoladowe,
– pierniczki liskowe,
–  samosy, czyli pieczone pierogi (przepis TUTAJ) dla najnajów,
–  koreczki owocowe,
– pralinki z fasoli z przepisu Smakoterapii (TUTAJ) oraz z fig i pestek dyni – mój najświeższy wynalazek, wyszły przepyszne i w dodatku maluchy też mogły skosztować,
– roladki warzywne z cukinii,
– draże mleczne – ślicznie wpasowały się w motyw groszek,
– paluszki w których zamieszkał muchomorek.

To były przekąski na ząb, które bardzo szybko się rozchodziły. Każdy z chęcią skubnął to tego, to tamtego. Wystawiłam tylko część z przygotowanych dań, reszta czekała na dokładki w zimnym schowku.

Koreczki z indyka

Z drugiej strony (z braku laku na parapecie) miałam przygotowane dania ciepłe:
– kotlety z kaszy i warzyw z myślą o maluchach,
– makaron z tuńczykiem,
– koreczki z pulpecikami z indyka i papryki – dzieło teściowej, chyba najsmaczniejszy punkt imprezy, bowiem rozeszły się w trybie natychmiastowym,
– koreczki z ryby,
– sałatka warzywna,
– sos z pomidorów i śliwek,
– sos czosnkowy.

Do picia przygotowane były:
– dzbanek z wodą,
– dzbanek ze świeżym sokiem jabłkowym,
– coca cola,
– dzbanuszek z herbatą.

Wydaje mi się, że jedzenia było aż nadto, jednak zawdzięczam to mamom i siostrom, które bardzo mi pomogły i każda przygotowała coś od siebie. Paru naszych gości zostało u nas jeszcze dzień po imprezie, także nic się nie zmarnowało.

Jest jednak jedna rzecz, którą zmieniłabym w przyszłości. Bardzo przydatne byłyby winietki przy potrawach. Nie miałam bowiem możliwości przedstawienia każdemu po kolei co jest do przegryzienia, a nie wszyscy wiedzieli, że np. pralinki są z fasoli adzuki oraz daktyli, przez co są całkowicie bezpieczne dla maluchów. Warto przemyśleć zamocowanie winietek przy kolejnej imprezie.

 Bardzo trafionym pomysłem był za to ozdobiony balonami fotelik do karmienia. Stał w centralnym miejscu, także Ignaś mógł w nim pozować do sesji zdjęciowej, ale każdy z gości mógł z niego skorzystać i nakarmić spokojnie swojego szkraba.

Znów podkreślę fakt, że dekoracje od Wiewiórki i Spółki sprawiły, że impreza wyglądała jak z bajki. Brzozowe słomki, miętowe talerzyki, osłonki do muffinek – każdy z tych detali nadał cudnego charakteru naszemu lisiemu przyjęciu.

Pralinki z fasoli adzuki

Brzozowe słomki

Muchomorek wśród paluszków