Przykładowy dzień z BLW – 8,5 miesiąca

Nie każdy dzień wygląda jak dzisiejszy. Czasem Ignasiek dostaje tylko śniadanie lub obiad, czasem nie mam czasu na gotowanie i podjada tylko przekąski.
Ale ostatnio zawzięłam się i podbijam kuchnie. Mam już opracowany plan dnia i udaje mi się upchnąć dwa/trzy posiłki bez większego wysiłku. Moim celem jest gotować tak, by się nie przegotować. Jak robię coś dla siebie to szykuję wersję dla Ignasia (przeważnie uboższą w składniki). Stawiam na dania proste w przygotowaniu, najchętniej jednogarnkowe, ale smaczne i pożywne.
Oto co dzisiaj jedliśmy!

Gdy rano wstaję (budzi mnie głodny Ignaś) to załatwiam najpilniejsze sprawy (karmię Ignasia) i kieruję się do kuchni. Tam nastawiam wodę w garnuszku na śniadanie. Ostatnio króluje u nas owsianka w przeróżnych wariantach (z jagodami, z jabłuszkiem prażonym, z cynamonem, z gruszką). Dziś dla urozmaicenia zrobiłam kaszkę manną.
Do wrzątku wrzuciłam parę łyżek kaszy i gotowałam przez ok. 3 minuty ciągle mieszając. Dla Ignasia przełożyłam kaszkę do miseczki i wystawiłam za okno, swoją porcję zostawiłam w garnuszku. Teraz mam parę minut dla siebie lub Ignasia, w zależności od sytuacji.

Maksymalnie po 30 minutach od wstania zasiadamy razem do ŚNIADANIA. Ja do swojej kaszki nalałam soku z malin, wersja domowa, ale z cukrem. Wyczytałam gdzieś w czeluściach internetu, że dzieci są zachwycone kostkami z kaszy. Gdy wersja Ignasia przestygła pokroiłam ją dumnie w kostkę i podałam synkowi. Niestety, zareagował tak jak na wszystkie nowości. Kostkę kaszy momentalnie zmiażdżył rączką i wyrzucił za blat stoliczka. Na szczęście byłam przygotowana na taką sytuację i na Iga czekały upieczone dzień wcześniej jaglano-amarantusowe ciasteczka wg przepisu Ala’Antkowe BLW (tutaj) – wersja bez jajek. Spodziewałam się, że będą to kruche ciasteczka do chrupania, ale u nas wyszły placki. Trochę żałuję, bo szukam jakiejś fajnej kruchek przegryzki, ale i tak są pyszne. Igi pokochał te z czarnym sezamem.

 U mnie posiłek trwa zdecydowanie krócej niż u Ignasia. W czasie, gdy on dokańcza swoje eksperymenty z jedzeniem ja już myślę o DRUGIM ŚNIADANIU. W planach były naleśniki (woda, mąka, mielone siemię lniane i troszkę oliwy). Zdążyłam przygotować ciasto i uprażyć jabłuszka z gruszką, kiedy to Ignaś topił plack0o-ciastaka w swoim kubeczku. Potem drzemka i spacer, na którym Ignaś miał przyjemność poznać czarownicę,a przynajmniej jej dolną część (pozdrawiam Koty na Płoty!).

Po spacerze czas na nasze upragnione naleśniki, które usmażyłam podczas Ignasiowej drzemki przed spacerem. Każdego naleśnika przygotowywałam na oczach Ignasia, co bardzo mu się podobało. Sam dostał dwa naleśniki (resztę zjadła mama). Dla siebie miałam przygotowany cukier, jednak jabłuszka z gruszką były tak pyszne, że nie wymagały dodatkowego słodzenia.

Później jest nasz wspólny czas, kiedy się bawimy, skaczemy na piłce, czasem wychodzimy na zajęcia/warsztaty lub na kolejny spacer. Wtedy podjadam coś w tajemnicy przed Igiem (ostatnio strasznie domaga się tego, co ja jem i nie odpuszcza tak łatwo, zamienniki go nie interesują). Jako PRZEKĄSKĘ jedliśmy wspólnie winogrona. Chciałam mu wydłubać pestki, jednak rzucił się na nie i upychał po kilka do buzi nie zważając na skórkę czy pesteczki.

W ciągu dnia przygotowywałam OBIAD na powrót ignasiowego Taty z pracy. Na moim ulubiony blogu Jadłonomia znalazłam smakowity przepis na pesto brokułowe, upolowałam więc dorodnego brokuła i wzięłam się do pracy. Dla Ignasia odłożyłam zmielonego brokuła z pietruszką i oliwą do osobnej miseczki, po czym do naszej wersji dodałam migdały, czosnek i przyprawy i zbziumowałam razem. Ugotowałam makaron spaghetti i podałam z pesto brokułowym. Wyszło przepysznie, Igi wciągał makaron aż się kurzyło.

Zmiany czasu nie da się ukryć, wspólny obiad to już późna pora dla Ignasia, po nim idzie się kąpać i zasypia. A wtedy zaczyna się czas dla rodziców! Uff 🙂

W ciągu dnia do ignasiowego brzuszka nie trafia za dużo jedzenia, bardziej są to eksperymenty i zabawa. Staram się jednak szukać ciekawych i zdrowych przepisów, żeby mógł poznać jak najwięcej smaków. Bez wątpienia kocha gruszki i taką musi zawsze dostać w ciągu dnia do przegryzienia.
Do każdego posiłku podaję wodę w kubeczku Doidy, Ignaś wyciąga rączkę do niego gdy chce pić, ale ja mu trzymam kubeczek. Gdy daję mu samemu kontrolować sytuację to, no cóż… kończymy oboje mokrzy od stóp do głów 🙂