2 TŻ: oswajamy się

Drugi tydzień życia Ignasia to pierwsze chwile w domu i w ogóle dużo ‚pierwszych razów’ 🙂


Po porannym obchodzie lekarskim zdecydowano, że możemy wrócić do domu (patrz: szpitalne boje)! Ignaś dostał niezbędne szczepienia, ja spakowałam torbę i już byliśmy gotowi na pierwszą podróż taksówką.

Wychodzimy ze szpitala
Pan Taksówkarz
Ignasio w podróży był w jakimś letargu sennym, nawet oczka nie otworzył. Pan taksówkarz był pod wrażeniem i sam opowiadał o swoich wnukach.
Z okazji urodzin synka dostałam od mojego męża piękny bukiet tulipanów, sama wręczyłam mu koszulkę ‚Prze-tata’. Po zwiedzeniu całego mieszkania zamówiliśmy sobie nasz ulubiony obiad – pizzę z ósemki.

Od tej pory zaczęły się nasze domowe przygody 🙂
Ignasio nadal je jak szalony, ale na wadze przybiera powolutku. Ja mam wrażenie, że nie robię nic innego tylko karmię małego szkraba 🙂 Każdą noc spędza z nami w łóżku, ciągle płacze gdy odkładamy go do łóżeczka. To jest takie maleństwo, że szkoda mi go odkładać samego w jego ‚wielkim’ łóżku, ale noce nie należą do najłatwiejszych.

Ignaś uspokaja się gdy tatuś trzyma go blisko serca. Mogą tak razem przeleżeć kilka godzin, ja w tym czasie mam czas dla siebie 🙂

 Ignasio nabawił się przydomku ‚żuczek gnojarek‚ – uwielbia brudzić czystą pieluchę. No i ma swoją ulubioną plujkę. Przy zmianie pieluchy śpiewamy mu ‚Mucha Plujka z Żuczkiem Gnojarkiem stanowili nierozłączną parę! (…)’.
Gdy przychodzi pora karmienia, Ignaś pilnuje, by były regularnie, śpiewam Małemu ‚Będę go zjadł!’. 

 Ignasiowi bardzo podobała się pierwsza kąpiel. Kubuś jest bardzo spokojny i Igi to wyczuwa. Ja się wciąż stresuję – a to kikutem, który się babrze (użyliśmy w końcu spirytusu), a to domniemanym zapaleniem piersi, które u siebie zdefiniowałam. Co chwilę coś nam doskwiera, a chciałabym, żeby wszyscy byli zdrowi 🙂 Przez weekend działałam z kapustą, dziś natomiast byłam u lekarza i dostałam antybiotyk. Gorączka już mi spadła, ale sił wciąż brak. Na szczęście Iguś je jak szalony, więc nie potrzebuję pomocy laktatora.

Ignasio zaliczył też pierwszy spacer – co prawda do lekarza na wizytę kontrolną, ale było miło. Raz nieśliśmy Małego w kombinezonie, ale nie było to zbyt wygodne… Potem odważyliśmy się skorzystać z chusty do noszenia i jak na razie jesteśmy bardzo zadowoleni. Wiązanie pewnie pozostawiało wiele do życzenia, ale Ignasiowi się podobało i Tacie też, a to najważniejsze 🙂

 
Aż nie chce mi się wierzyć, że jeszcze tydzień temu byliśmy w szpitalu… Czas leci jak szalony, już pierwsze ubranka są za małe dla Ignasia. Pieluch schodzi nam potężna ilość, wciąż walczymy z pępuszkiem. 
Ignaś wodzi wzrokiem za głosem i lubi patrzeć w stronę światła. Zaczęłam pokazywać mu pierwsze książeczki dla maluchów i najbardziej spodobała mu się gruszka 🙂 Mama jest dumna z małego głodomorka 🙂