1 TŻ: szpitalne boje

Pierwszy tydzień życia mojego synka był pełen emocji – z jednej strony olbrzymia radość, z drugiej przerażenie i niepokój.


Pierwsze dwa dni były najcudowniejszymi w moim życiu.

Mały Ignaś urodził się w Szpitalu na Klinicznej w Gdańsku w poniedziałek 17 lutego.
Cała akcja rozpoczęła się w poniedziałkowy poranek, choć i tak wg mnie za wcześnie przyjechaliśmy do szpitala. Nikt kompletnie nie zwrócił uwagi na wielkość mojej torby (bardzo się tego obawiałam), wszyscy byli dla mnie bardzo mili i na bieżąco informowali o postępach porodu. Nawet dostałam do sali porodowej śniadanie i obiad 😀 Pierwsza noc w szpitalu była dla mnie potężnym szokiem – mój synek spał smacznie w wózeczku, ja natomiast nie zmrużyłam oka, bo cały cały czas mu się przyglądałam. Pierwszego dnia po porodzie odwiedzili nas ciocia Maja z wujkiem Piotrkiem, przynieśli nam pełną torbę słodkości na umilenie szpitalnego czasu. Maja dzielnie trzymała małego Igusia i radziła sobie świetnie, prawie jak Tata 😀

Na sali były ze mną trzy dziewczyny – Dominika z małą Zuzią, która krzyczała na całego, Żaneta z Łukaszkiem, który musiał naświetlać się pod lampami z powodu żółtaczki oraz Ola z Lilą, która była niezwykle grzeczną dziewczynką.

 Drugiego dnia pobytu w szpitalu okazało się, że u Iga podejrzewają krwiaka w główce. Bez zapowiedzi zabrano go na oddział patologii noworodków i podłączono do sprzętu. Nie mogłam go wyjmować z wózeczka ani karmić. Były to trzy najgorsze dni w moim życiu. Pełne stresu i łez.

Na całe szczęście po sobotnim obchodzie lekarskim okazało się, że wyniki wskazują na poprawę stanu zdrowia i dostanę Ignasia do siebie na salę. Wiedziałam, że czeka mnie dłuższy pobyt, więc poprosiłam lekarzy o przeniesienie nas z sal położnic na salę przedłużonego pobytu matki z dzieckiem.

 Pierwsze wyjęcie Maluszka jeszcze z podłączonymi sondami a później tulenie w ramionach rodziców przez cały wieczór.

Szóstego dnia, w niedzielę, byłam już na sali przedłużonego pobytu, gdzie mogła odwiedzać nas rodzina (na salę położnic nie mogli wchodzić odwiedzający). Pierwsza noc była bardzo ciężka, Ignaś na patologii karmiony był sztucznym pokarmem i to w potężnej ilości, ja natomiast ambitnie postanowiłam przejść na pierś. Kosztowało mnie to sporo pracy i już w poniedziałkowy poranek przyjechał do mnie mąż, żeby pomóc w opiece synka. Ja bowiem nie spałam już od kilku dni i zaczęłam odczuwać olbrzymie zmęczenie.

 
 Całą niedzielę przepłakałam – ze zmęczenia i ze szczęścia  na raz 🙂 Tego dnia też odwiedziła nas Babcia Joasia, która pierwszy raz tuliła wnuczka w ramionach. Ignaś w szpitalu znany był jako największy pożeracz, wieczny głodomór. Inne dzieci trzeba było wybudzać do jedzenia, Ignaś natomiast wiecznie jest głodny 🙂

 W poniedziałek zrobiono Ignasiowi ostatnie USG i zadecydowano, że we wtorek wrócimy do domku!

Na szczęście szpitalna przygoda nie trwała długo. Poznałam mnóstwo cudownych pracowników szpitala, którzy bardzo mi pomogli w trudnych chwilach oraz kilka przesympatycznych młodych mam, z którymi mam zamiar utrzymywać kontakt 🙂