RECENZJA: „Ciężarówką przez 9 miesięcy” Kaz Cooke

źródło

 Gdy powiedziałam swojej koleżance, doświadczonej Mamie dwulatka, że jestem w ciąży, to następnego dnia przyniosła mi grubaśną książkę, mówiąc: „MUSISZ to przeczytać!”.

Był to pierwszy poradnik dla ciężarnych, który wpadł mi w ręce. I przede wszystkich dla takich osób kierowany jest przewodnik  Kaz Cooke ‚Ciężarówką przez 9 miesięcy’.

Tomiszcze pochłonęłam w kilka wieczorów śmiejąc się w głos i przytaczając fragmenty mojemu mężowi.

Cieszę się, że właśnie na nią trafiłam jako pierwszą! Pozwoliła mi nabrać potężnego dystansu do tego, co czekać mnie będzie w kolejnych miesiącach mojego życia.

 

‚Ciężarówką przez 9 miesięcy’  Kaz Cooke

Książka zaczyna się od zabawnego quizu, który autorka radzi rozwiązać dwa razy: raz na początku bycia w ciąży, a później mając maluszka, np. „Pierwsza wizyta u świeżo upieczonej mamy – który prezent jest bardziej stosowny: a)goździki i bombonierka, b) obiad z trzech dań w trojakach dla całej rodziny i opłacona pomoc domowa na najbliższy miesiąc? (Mała podpowiedź: tylko odpowiedź „b” jest prawidłowa.)”.

Książka podzielona jest na rozdziały, każdy z nich odnosi się do danego tygodnia ciąży, pisanego w postaci pamiętnika. Na szczęście historia głównej bohaterki nie kończy się na porodzie, lecz opisuje kilka pierwszych tygodni z życia malucha.

Tzw. ‚Dziennik Pokładowy’ napisany jest w sposób niezwykle humorystyczny. Kaz zmaga się z problemami typowymi dla kobiet w ciąży, opisuje swoje odczucia, wizyty u lekarza i stosunki z partnerem, Romanem, cyt.
Roman przyszedł na badanie razem ze mną. Widzimy jak na ekranie Żółtko wymachuje maciupkimi rączkami i nóżkami.
– Oto państwa dziecko – mówi dr Otręba.
– Nieprawda, to żuczek gnojarek – odpowiadam szybko, wpatrując się w maleńkie owadzie ciałko, leżące na plecach i przebierające licznymi łapkami.
– Proszę popatrzeć, macha do państwa!
Dr Otręba wskazuje na główkę, dwie rączki i dwie nóżki. Nagle, zupełnie jak w filmach o przybyszach z kosmosu, główka obraca się w naszą stronę.
– Ja pierdolę, to niemożliwe – wykrzykuję, a wszyscy nagle milkną. Dociera do mnie, że nie mówi się „ja pierdolę” w czasie USG. Proszę powtarzać za mną: „Mamusie nie mówią „pierdolić”. Wzdycham głośno. Tyle się człowiek jeszcze musi nauczyć.

źródło

Mam na dzisiaj wyznaczony termin porodu. A wyglądam jak otępiała słonica na haju z wielkim, pokrytym pomarańczową skórką dupskiem. Kiedy wchodzę do poczekalni u dr Ziółki, siedzące tam kobiety w ledwo widocznych ciążach przyglądają mi się w głębokiej zadumie. „Chyba aż TAK wielka nie będę” – słyszę, jak myślą ukradkiem.”

Po „Dzienniku Pokładowym” podawane są różne przydatne w danym czasie informacje dla ‚ciężarówek’, np. badania w ciąży, podróże, możliwe dolegliwości, karmienie piersią.

Jak widać po cytowanych fragmentach tłumaczenie na język polski jest fantastyczne. Czytając jednak wciąż miałam wrażenie, że mimo przeniesienia bohaterki w miarę polskie realia, wciąż można odczuć, że jest to zagraniczna pozycja.U nas trochę inaczej wygląda służba zdrowia i mało która z nas pracuje do ostatnich tygodni ciąży (czy może się mylę?).

żródło

Jak już pisałam, książkę pochłonęłam w kilka wieczorów. Śmialiśmy się w głos (tak, czytałam na głos fragmenty mojemu mężowi) z opisanych historii i przedstawionych rysunków.

Żałuję jedynie, że tak szybko oddałam ją koleżance (trafiła do kolejnej ciężarnej). Z chęcią wróciłabym znów do historii Kaz, Romana i ich Astronauty.
Teraz, po tych kilku miesiącach od czytania książki, zdałam sobie sprawę jak czuła się Kaz w tych ostatnich tygodniach ciąży i doskonale ją rozumiem, cyt. „masz czasem ochotę dosypać lubemu strychniny do ziemniaczków i wierzysz, że dwie tabliczki czekolady dziennie to nadal tylko „małe conieco„.

Polecam książkę jako idealny prezent dla osób spodziewających się dziecka. Pozwala nabrać dystansu do ciąży, a przy okazji sporo można się z niej nauczyć.

Teraz poluję na drugą część przygód Kaz pt. ‚Dzieciozmagania’. Liczę, że i tym razem się nie zawiodę 🙂